Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiersze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiersze. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 września 2013

Widoki nieziemskie na świat



Ponownie jesteśmy w górach i z radością wędrujemy po jesiennych już Tatrach. Ogrom piękna jakie nas otacza jest tak wielki, że nie sposób go wprost opisać, przerasta ale jednocześnie daje niezwykłą wewnętrzną, czystą radość.  Na szlaku widzimy istne cuda!  Dzisiaj w czasie wspinaczki wracały do mnie słowa piosenki i cicho szumiały mi w głowie razem z górskim wiatrem:

(…)

stąd do ziemi dalej niż do gwiazd
zachwytu swego nie wysłowisz

rosną skrzydła u ramion
czas się w wieczność przemienia
obłocznieją wszystkie ziemskie sprawy
gdy zbliżamy się do szczytu po kamieniach

rosna skrzydła u ramion
czas się w wieczność przemienia
góry i wolność dokoła
chyba dostąpimy tu wniebowstąpienia

(…)

rosna skrzydła u ramion
rosną przepastne błekity
życie pełne olśnień i zachwytów
tyś wędrówką najwytrwalszą ku szczytom


/sł. Józef Baran, "Ballada z gór", muz. P.Myszkowski, wykonanie: Stare Dobre Małżeństwo/







niedziela, 21 lipca 2013

Z wizytą u Gałczyńskiego


W leśniczówce
Tu, gdzie się gwiazdy zbiegły
w taką kapelę dużą,
domek z czerwonej cegły
rumieni się na wzgórzu:
to leśniczówka Pranie
nasze jesienne mieszkanie.

Chmiel na rogach jelenich
usechł już i się sypie;
w szybach tyle jesieni,
w jesieni tyle skrzypiec,
a w skrzypcach, byle tknięte,
lament gada z lamentem.

Za oknem las i pole
las - rozmowa sosnowa;
minął dzień i na stole
stoi lampa naftowa,
gadatliwa promienna
jak ze stołu Szopena.

W nocy tu tyle nuceń
i śpiewań, aż do rana.
Księżyc w srebrnej peruce
gra jak Bach na organach
i płynie koncert wielki
przez dęby i przez świerki -
to leśniczówka Pranie:
nocne koncertowanie.

Chodzi wiatr nad jeziorem
znów zaświecamy lampy;
o, leśniczówko Pranie:
lamp lśnienie, migotanie
księżyc na każdej ścianie,
nocne muzykowanie.

Gwiazdy jak śnieg się sypią,
do leśniczówki wchodzą
każdą okienną szybą,
każdą wrześniową nocą,
w twoim małym lusterku
noc świeci gwiazdą wielką.

Konstanty Ildefons Gałczyński

środa, 12 września 2012

Domy przedmieścia

W jesienne bezsłoneczne popołudnie Pan Cogito
Lubi odwiedzać brudne przedmieścia. Nie ma –
mówi – czystszego źródła melancholii.


Domy przedmieścia o podkrążonych oknach
domy kaszlące cicho
dreszcze tynku
domy o rzadkich włosach
chorej cerze

tylko kominy marzą
chuda skarga
dochodzi do brzegu lasu
na brzeg wielkiej wody

        chciałbym wam wymyślać imiona
        napełniać zapachem Indii
        ogniem Bosforu
        gwarem wodospadów

domy przedmieścia o zapadniętych skroniach
domy żujące skórkę chleba
zimne jak sen paralityka
których schody są palmą kurzu
domy stale na sprzedaż
zajazdy nieszczęścia
domy które nigdy nie były w teatrze

        szczury domów przedmieścia
        zaprowadźcie je na brzeg oceanu
        niech usiądą w gorącym piasku
        niech oglądają noc podzwrotnikowa
        niech fala ich nagrodzi burzliwą owacją
        jak przystoi tylko zmarnowanym żywotom

Zbigniew Herbert, z tomu Pan Cogito

Oto wiersz piękny, wiersz prawdziwy, zrodzony z doświadczenia i pragnienia. Porównanie człowieka do domu niewątpliwie daje do myślenia. Wychodzę na jesienny, popołudniowy spacer w brudne przedmieścia i bez dwóch zdań - jest melancholia. Domy stają się ludźmi, przechodnie starymi kamienicami o „podkrążonych oknach”. Człowiek jest stworzeniem o nieciekawej kondycji. Często nieszczęśliwy, codziennie się starzejący, nieustannie ciążący ku śmierci. Tylko kominy, co ku niebu wystrzelają, potrafią marzyć. Ale to marzenie zamienia się w skargę, w wyrzut skierowany do nieba.

Chciałbym wam wszystkim pokazać sens życia! – wołała poeta – uszczęśliwić każdego z was pięknem, jakie w tym świecie, choć ukryte, mieszka. Ale przeciętny człowiek jest sterany i zagubiony, gotów czasem oddać bardzo wiele za odrobinę szczęścia. Nie każdy przecież doświadcza pocieszeń typu duchowego, kulturalnego, nie każdy odkrył inny świat wewnątrz samego siebie.

A wy, ukryte namiętności, pragnienia utajone, wyprowadźcie człowieka ku odrobinie radości! Bo przystoi człowiekowi nieszczęśliwemu i cierpiącemu codzienność, by „szczury” jego duszy powiodły go ku śladom choćby szczęśliwości. Res sacra miser. Wtedy może się okaże, iż to marne życie nie jest tak do końca zmarnowane.

piątek, 8 czerwca 2012

Epitafium bieszczadzkiego poety



W Cisnej tuż obok słynnej knajpy o przemiłej nazwie „Siekierezada” urzęduje Ryszard Szociński, bieszczadzki poeta. Zaprasza gości do środka swojego sklepiku, który jednocześnie pełni funkcje galerii i salonu literackiego. Nim się obejrzeliśmy, już nam czytał swoje wiersze a potem prosił nas byśmy też je czytali na głos. Wiersze są proste ale pełne uczucia, ubogie w poetycką frazę ale bogate w emocje.

Bieszczadzki poeta uraczył nas też opowieścią – nikt nie wie czy prawdziwą – o tym, że niespodziewanie wpadł na pomysł, by do najnowszego wyboru jego poezji dołączyć epitafium, które właśnie wymyślił i które życzy sobie mieć na swoim nagrobku. Podobno zadzwonił natychmiast do wydawcy i zażądał dodania epitafium na pierwszej stronie. Ale okazało się, że tomik już jest prawie w druku i ewentualnie dadzą radę dodać je na końcu. Tak też się stało. I faktycznie, na ostatniej stronie książeczki zatytułowanej „Słowa z widokiem na Bieszczad” można przeczytać te słowa:


Ciało nakarmić możesz
chlebem i mlekiem
- duszę
tylko miłością
Ciało wyleczyć możesz lekiem
- duszę
tylko wolnością

czwartek, 2 lutego 2012

Wszyscy dziś jesteśmy poetami


O Wisławie Szymborskiej – nazajutrz po jej śmierci – nie sposób pisać inaczej, jak odwołując się do jej poezji. Otworzyłem dziś rano tomik „Dwukropek” i od razu wpadłem na ten wiersz:

Nazajutrz - bez nas

Poranek spodziewany jest chłodny i mglisty.
Od zachodu
zaczną przemieszczać się deszczowe chmury.
Widoczność będzie słaba.
Szosy śliskie.

Stopniowo, w ciągu dnia,
pod wpływem klina wyżowego od północy
możliwe już lokalne przejaśnienia.
Jednak przy wietrze silnym i zmiennym w porywach
mogą wystąpić burze.

W nocy
rozpogodzenie prawie w całym kraju,
tylko na południowym wschodzie
niewykluczone opady.
Temperatura znacznie się obniży,
za to ciśnienie wzrośnie.

Kolejny dzień
zapowiada się słonecznie,
chociaż tym, co ciągle żyją
przyda się jeszcze parasol.

Nawet nieźle pasuje do dzisiejszego dnia, prawda? Chłodny poranek, śliskie szosy, temperatura znacznie się obniży… Mamy kolejny mroźny dzień zimy (w Warszawie rano było ponad minus dwadzieścia), bardzo słoneczny, aktualne ciśnienie to 1119 hektopaskali. Jak w tytule wiersza – to jest właśnie to „nazajutrz bez nas”, czyli nazajutrz bez Wisławy Szymborskiej. Nieźle to sobie wymyśliła…

Zastanawiam się nad tym parasolem z ostatniego wersu. Po co nam – czytelnikom jej poezji – w taki dzień parasol? Przecież sama poetka pisze, że dzień zapowiada się słonecznie. Mam tu niestety smutne skojarzenia. „Dwukropek” został wydany w 2005 roku, czyli niedługo po śmierci Czesława Miłosza. Łączy ich sporo – poezja, Kraków, Nobel – ale również romans z komunizmem za młodu. Czy Szymborska pisząc ten wiersz i stawiając na końcu ten złowieszczy parasol nie miała świeżo w głowie owej smutnej dyskusji o pochówku Poety tuż po jego śmierci? Czy przypadkiem nie przewiduje tu, że na nią również posypią się pośmiertne gromy ze strony „wybitnych patriotów”, przeciwko którym trzeba będzie wyciągnąć parasol, by się ich jadem nie ubrudzić?

Niemniej dziś, nazajutrz po jej śmierci, wszyscy jesteśmy poetami. Wszyscy jakoś czujemy wspólnotę z tą piękną, mądrą i dowcipną kobietą, która rozsławiła nasz kraj po wszystkich kontynentach. Wszyscy przypominamy sobie jej wiersze, uszczypliwe limeryki, lepieje i jakoś dobrze się z tym dziedzictwem czujemy. A jednocześnie gdzieś głęboko opłakujemy jej odejście. Ale czy tylko to?

„Ci, którzy mają się za żywych, sądzę, że opłakują swoich zmarłych, a tymczasem opłakują własną śmierć, własną rzeczywistość, która przestała istnieć w świadomości tych, co odeszli” – napisał Luigi Pirandello. Czyż tak właśnie nie jest dzisiaj? Wisława Szymborska swoim boskim talentem wypowiadała to, czego my – nie poeci – nie potrafimy i robiła to w taki sposób, że pod większością jej wierszy chcielibyśmy się podpisać. Była w ten sposób „nasza” – „nasza Noblistka” mówiło się często z dumą. A dziś rano okazało się, że ta „naszość” skończyła się. Owszem jej wiersze zostaną, będzie zapewne tomik pośmiertnie wydany, ale jednak to nie to samo, co żywa i niezmordowanie pisząca w swoim krakowskim mieszkaniu Poetka.

Płaczmy zatem po jej odejściu, płaczmy nad sobą – uboższymi, czytajmy wiernie jej wiersze, chwalmy się nimi po całym świecie, a w naszej i Jej ojczyźnie, na wszelki wypadek otwórzmy parasol.

Wiersz Nazajutrz – bez nas, z tomu „Dwukropek”, Wydawnictwo a5, Kraków 2005.
Cytat Luigiego Pirandello  - „Zeszyty Literackie” 113/2011.

czwartek, 30 czerwca 2011

Sto lat Miłosza


Dziś mija 100 lat od dnia urodzin Czesława Miłosza. Od kilku tygodni czytam jego monumentalną biografię i nie mogę się nadziwić, ile bogactwa a jednocześnie sprzeczności mieściło się w tym niezwykłym człowieku. Do jak wielkiego zła a jednocześnie do jak ogromnego piękna był zdolny. Te szerokie przestrzenie obecne są również na kartach jego książek. I na to stulecie, niejako w hołdzie wielkiemu poecie, niech zabrzmi kilka wersów z cyklu zatytułowanego "Świat (poema naiwne)". Warto dodać, że te wersy Miłosz pisał w 1943 roku, w okupowanej Warszawie.

SŁOŃCE

Barwy ze słońca są. A ono nie ma
Żadnej osobnej barwy, bo ma wszystkie.
I cała ziemia jest niby poemat,
A słońce nad nią przedstawia artystę.

Kto chce malować świat w barwnej postaci,
niechaj nie patrzy nigdy prosto w słońce.
Bo pamięć rzeczy, które widział, straci,
Łzy tylko w oczach zostaną piekące.

Niechaj przyklęknie, twarz ku trawie schyli
I patrzy w promień od ziemi odbity.
Tam znajdzie wszystko, cośmy porzucili:
Gwiazdy i róże i zmierzchy i świty.

sobota, 4 czerwca 2011

Gdziekolwiek - czyli o jednym wierszu Miłosza


Gdziekolwiek jestem, na jakimkolwiek miejscu
na ziemi, ukrywam przed ludźmi przekonanie,
że nie jestem stąd.
Jakbym był posłany, żeby wchłonąć jak najwięcej
barw, smaków, dźwięków, zapachów, doświadczyć
wszystkiego, co jest
udziałem człowieka, przemienić co doznane
w czarodziejski rejestr i zanieść tam, skąd
przyszedłem.

/Czesław Miłosz, Gdziekolwiek, z tomu "To"/

Czytałem ten wiersz kilkakrotnie w uroczych Karkonoszach, w pierwsze dni majowe. Chodząc po malowniczych szlakach górskich, wracały do mnie te wersy i kazały się zamyślać. Pierwsza myśl, to przywołanie chrześcijańskiej średniowiecznej koncepcji Homo viator - losu człowieka na ziemi jako wędrowca, pielgrzyma, człowieka drogi w dosłownym przekładzie. Skoro wszyscy jesteśmy niejako w drodze - od urodzin do nieuniknionej śmierci - a celem tej wędrówki jest spotkanie ze Stwórcą i zamieszkanie w niebie, gdzie "jest mieszkań wiele", to faktycznie Miłoszowe "nie jestem stąd" pasuje jak ulał. Wędrowiec poznaje nowe krainy, ludzi, doświadcza jakichś przygód, coś mu się przydarza, podziwia piękno przyrody, raduje się i smuci, cierpi, czasem płacze... Ale przecież w istocie w tym wszystkim ukierunkowany jest na cel wędrówki, naturalnie ciąży ku nieuchronnemu.

Inna myśl wobec "Gdziekolwiek", to hasło pod tytułem "melancholia". Świetnie to opisał Marek Bieńczyk w swym eseju o melancholii, dobrze to też ujmuje Henri Frederic Amiel w Dzienniku intymnym: "Wciąż jestem taki sam, istota błąkająca się bez konieczności, wygnaniec z własnej woli, człowiek nie znający odpoczynku, wieczny podróżnik, który gnany głosem wewnętrznym nie buduje, nie kupuje, nie uprawia żadnej ziemi, ale przechodzi, patrzy, zostaje chwilę i odchodzi".

Ale najważniejsze jest to, że Miłosz z tego stanu wyprowadza swoje powołanie, misję. Nie zatrzymuje się, nie tkwi gnuśnie i nie roztrząsa na tysiącach stron (jak Amiel) tej swojej przypadłości, tylko idzie dalej. Z samoświadomości buduje życiową strategię. Skoro taki jestem - zdaje się mówić poeta - to widocznie otrzymałem zadanie, by wszystko, czego tak intensywnie doświadczam wchłonąć i spisać. I pisze, pisze pięknie, przez całe długie życie. Oto droga samopoznania, wyciągnięcia wniosków, wyznaczenia drogi i cierpliwego nią podążania. W takim pojęciu życia rzeczywiście żyć i realizować swe zadania można gdziekolwiek. O tym właśnie jest dla mnie ten piękny wiersz.

sobota, 25 września 2010

Jedźcie do Treblinki

Jedźcie do Treblinki
Otwórzcie oczy szeroko
Wyostrzcie słuch
Wstrzymajcie oddech
wsłuchajcie się w głosy wydobywające się tam
spod każdego ziarenka ziemi –

jedźcie do Treblinki
Oni czekają na was, spragnieni głosu waszego życia
znaku waszego istnienia, kroku waszych nóg
ludzkiego spojrzenia
rozumiejącego, pamiętającego
powiewu miłości na Ich prochy –

jedźcie do Treblinki
z własnej, wolnej woli
jedźcie do Treblinki w potędze bólu nad okropnościami
tu dokonanymi
z głębi zrozumienia i serca, które płacze, nie godzi się
wysłuchajcie Ich tam wszystkimi zmysłami

jedźcie do Treblinki
opowie wam tam cisza zielona, złotawa lub biała
niezliczone opowieści
o życiu wzbronionym, niemożliwym – odebranym
jedźcie do Treblinki
spójrzcie, jak czas tam stanął
grzmiące milczenie umarłych
kamieni na model ludzkich postaci w tej głuszy
jedźcie do Treblinki odczuć to przez chwilę –

jedźcie do Treblinki
zasadzić kwiat gorącą łzą, westchnieniem ludzkim
przy jednym z kamieni upamiętnienia zgładzonych
ich popiołami i prochem

Oni czekają na was w Treblince
byście przyszli, wysłuchali ich opowieści unoszących się
w tej ciszy
przynieście Im za każdym razem
wieść o trwaniu waszego życia wtedy zabronionego
o miłości ożywiającej

jedźcie do Treblinki poprzez wszystkie pokolenia
nie zostawiajcie Ich samotnych –

Po powrocie z Polski, 19 września 1986
Halina Birenbaum


Halina Birenbaum (z domu Grynsztejn). Urodziła się w Warszawie. W czasie wybuchu wojny w 1939 roku miała 10 lat. Przeżyła getto warszawskie, w obozie na Majdanku przebywała od maja do lipca 1943 roku, później była więźniarką Auschwitz-Birkenau, Ravensbrück i Neustadt-Glewe. Podczas wojny straciła najbliższą rodzinę: ojca w obozie zagłady w Treblince, matkę na Majdanku, brata i bratową w Auschwitz i wszystkich krewnych. Przeżyła tylko ona i brat. Od 1947 r. mieszka w Izraelu. Jest pisarką, poetką i tłumaczką.

sobota, 28 sierpnia 2010

Jasności promieniste

Jasności promieniste,
Niebiańskie rosy czyste,
Pomagajcie każdemu
Ziemi doznającemu.

Za niedosiężną zasłoną
Sens ziemskich spraw umieszczono.
Gonimy dopóki żywi,
Szczęśliwi i nieszczęśliwi.

To wiemy, że bieg się skończy
I rozłączone się złączy
W jedno, tak jak być miało:
Dusza i biedne ciało.

Czesław Miłosz, z tomu To.

niedziela, 13 czerwca 2010

O refleksji

Refleksja - głębsze zastanowienie, rozmyślanie, rozważanie połączone z analizą, wyjaśnieniem, tłumaczeniem, przewidywaniem. To także myśl, wniosek będący owocem rozmyślania, medytacji. Z łaciny: reflectere - odbijać.

Najpierw są zmysły: słucham, czytam, oglądam, czuję, wącham. Różnorodne bodźce wpadają we mnie kanałami zmysłów. Faktem jest, że - z natury ciekawy i uważny - świadomie lub podświadomie poszukuję tego bogatego materiału, który później ma szansę przerodzić się w coś ciekawego w moim wnętrzu.

Potem jest to łacińskie odbicie (reflectere) - w jakiś tajemniczy sposób, nie do końca przeze mnie kontrolowany, ów materiał natrafia na podatny, żyzny grunt mojego ciekawskiego "ja". Odbija się pod odpowiednim kątem i objawia w postaci nagle odkrytej myśli, refleksji właśnie.

Większość z nich pozostaje na zawsze we mnie, tworząc ten pasjonujący obszar tajemniczego życia wewnętrznego. Niektóre jednak - w dobrych okolicznościach - znajdują ujście podczas przyjacielskiej rozmowy. I to jest prawie jak święto, manifestacja kawałka mnie. Zdarza się, że niektóre refleksje zapragnę spisać i podzielić się z tymi, którzy odwiedzają Zarysownik. Tak, są też takie, których wcale nie chcę ujawniać i pozostają tajemnicą. Wszak my wszyscy - homines sapiensis, ludzie myślący - mamy trzy życia: publiczne, prywatne i sekretne (Gabriel Garcia Marquez).

Lubię przywoływać fragment pięknego wiersza Miłosza, gdy myślę o tym całym procesie: od zmysłów do refleksji.
Kto chce malować świat w barwnej postaci,
Niechaj nie patrzy nigdy prosto w słońce.
Bo pamięć rzeczy, które widział, straci,
Łzy tylko w oczach zostaną piekące.

Niechaj przyklęknie, twarz ku trawie schyli
I patrzy w promień od ziemi odbity.
Tam znajdzie wszystko, cośmy porzucili:
Gwiazdy i róże i zmierzchy i świty.

Czesław Miłosz, Słońce, z tomu Ocalenie

niedziela, 16 maja 2010

Przyjaciel to ktoś kto...

przyjaciel to ktoś kto przychodzi
do twojego domu z pakunkiem książek
i nie dba o nic a najmniej
o siebie kiedy go zagadnąć o zdrowie

przyjaciel to ktoś kto o nieoznaczonej
porze przychodzi do twojego domu
i nie zostawia cię z pakunkiem pięciu
sześciu książek lecz pięknie

opowiada gdzie był i u czyjego grobu po raz
pierwszy dowiedział się prawdy o sobie

/Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, Piosenka o zależnościach i uzależnieniach/

środa, 10 marca 2010

Daj mi słowa

daj mi słowa abym kres
nazwał umiejętnie kresem
i w nim tańczył (żebym
z radością zatoczył koła

które będą kołami nicości
i moimi kresami) i abym pojął
abym szalony nie wybiegł
z domu bo i dokąd zawiedzie mnie

natchnienie jak nie do Pana Boga

Eugeniusz Tkaszyszyn-Dycki, Piosenka o zależnościach i uzależnieniach.

piątek, 22 stycznia 2010

Umiera piękno


"Płonie muzeum. Jak słoma
pali się piękno
czczone przez pokolenia.
Bezcenne
jak ciało człowieka.

Człowiekowi, który żył na świecie
tylko po to, żeby strzec muzeum,
udało się przybiec na czas.

Jeśli przeżyje, zaświadczy
dla przyszłych pokoleń,
jak pięknie umierało w płomieniach
piękno."

/Anna Świrszczyńska "Umiera piękno" /
Poetka Walczącej Warszawy

"Warszawa wyludniła się. W okresie II wojny światowej zniknęło z niej 800 tys. osób. Jedni zostali zabici, inni wysiedleni i nigdy już nie wrócili. Nieznana jest dokłada liczba wszystkich ofiar. Wiadomo, że stolica straciła 350 tys. Żydów, a około 200 tys. w większości młodych ludzi poległo lub zostało zamordowanych w czasie powstania. Zniszczenia objęły 84-85% budynków, w tym 90% zabytków, 90% obiektów przemysłowych i 70% domów mieszkalnych".
/Adam Dylewski, Warszawa i okolice/

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Śnieg

"śnieg przychodzi do nas ze świata innego
leczy nerwy za darmo
lepi z ciotki anioła
nie pamięta złego"

fragment wiersza "Śnieg" ks. Jana Twardowskiego

Kto by się spodziewał powrotu zimy po tej niemal wielkanocnej, wiosennej aurze, którą miało w tym roku nasze Boże Narodzenie? A dzisiaj niespodzianka. Otwieram oczy i zerkam przez okno, a tu inny świat. Biało i śnieżnie. Z nieba sypie od rana bez przerwy, nie widać końca tego szaleństwa. Okolica zasypana coraz grubszą, białą, wyciszającą pierzynką. Spacer w śniegu koi nerwy i raduje oczy. Świat cudownie wypiękniał. A nasz Emek ponownie przywdział śniegowy, puchaty szlafrok.

niedziela, 20 grudnia 2009

Dziwne pytania na okres przedświąteczny

Z przyczyn niejasnych,
w okolicznościach nieznanych
Byt Idealny przestał sobie wystarczać.

Mógł przecież trwać i trwać bez końca,
ociosany w ciemności, wykuty w jasności,
w swoich sennych nad światem ogrodach.

Czemu, u licha, zaczął szukać wrażeń
w złym towarzystwie materii?

Na co mu naśladowcy
niewydarzeni, pechowi,
bez widoków na wieczność?

Wisława Szymborska, z wiersza Platon, czyli dlaczego, z tomu Chwila.

Takie pytania zadaję sobie wraz z poetką w przeddzień święta Bożego Narodzenia. Jakie motywy stały za niezwykle ryzykowną decyzją, by Bóg stał się człowiekiem? Jakie wydarzenia miały na to wpływ - Sodoma i Gomora czy może wręcz przeciwnie: wielka wiara patriarchów i proroków? Kiedy ta decyzja została podjęta - czy stwarzając świat, Bóg już wtedy wiedział, że pewnego dnia pośle swego syna na ziemię? I dalej - czy już wtedy wiedział, że ludzie go ukrzyżują?

A teraz inna perspektywa pytań. Skoro Bóg stał się człowiekiem, a element boski konsekwentnie żyje w nas wszystkich, to czy możliwe jest tak dokładne zniszczenie tegoż elementu, by skazać się na wieczne potępienie? Czy można wyobrazić sobie zatem, że piekło jest puste? Skoro Bóg tak doskonale zjednoczył się z ludzką materią, skoro jest bytowo tak blisko mnie, to właściwie o co mi chodzi w tych wszystkich pytaniach?

czwartek, 10 grudnia 2009

Miłosz na jesień

Bieg
Radosny mój bieg po ciemnych parkach jesienią,
Kiedy na ścieżkach igliwie albo szelest liści,
I polany pod dębami pustoszeją,
Gasną sine oka telewizji.

Takiej lekkości kroków nigdy nie miałem,
Chyba dawno, w moje poranki ośmioletniego.
Uniesiony nad ziemię, napojony światłem,
Nie ustaję w napowietrznym biegu.

Nieżyczliwie mnie wita przebudzona jawa.
W dzień o lasce powoli pełznę, astmatyczny.
Ale noc mnie na długie podróże wyprawia
I tam, jak na początku, świat nowy i śliczny.

Czesław Miłosz, z tomu To 

niedziela, 6 grudnia 2009

Vermeer

Dopóki ta kobieta z Rijksmuseum
w namalowanej ciszy i skupieniu
mleko z dzbanka do miski
dzień po dniu przelewa,
nie zasługuje Świat
na koniec świata.

Wisława Szymborska, Vermeer, z tomu Tutaj

czwartek, 3 grudnia 2009

Trzy wersy Noblistki

Żyjemy dłużej,
ale mniej dokładnie
i krótszymi zdaniami.

Wisława Szymborska, z wiersza Nieczytanie, z tomu Tutaj.

Mistrzowska diagnoza poetki. Zdiagnozować współczesność w trzech krótkich wersach i ośmiu słowach - godne Nobla :-)

środa, 2 grudnia 2009

Bóg działa jak lodówka

Bóg działa jak lodówka.
Otwierasz drzwiczki - zapala się światło.
Zamykasz drzwiczki - światło gaśnie (...)
Zamknąłem drzwiczki.
Jestem głodny.

Marcin Świetlicki, z wiersza Czternastego lutego, z tomu Nieoczywiste.

środa, 11 listopada 2009

Wiersze stryja

Popielniczka
Koloru jak denaturat
na okrągłym stole
pełna petów
kłęby dymów
zielone oko radia
ojcowska ręka
szukająca Wolnej Europy

Europa wolna
pusta
           popielniczka
nieużyteczna

Rogatki
Kobiety z twarzą Czarnej Madonny
w krótkich spódnicach
przy długich drogach
w biały dzień

Ptaki
Na Wyspie Kormoranów na Dobskiem
kikuty drzew
a na nich ptaki
czarne
od wieków ilu
w twarz lewy hals
                  żeglujemy

Mój stryj, Bolesław Sawicki, jest lekarzem. I pisze wiersze. Kiedy je czytam, czuję przestrzenie, oddech natury i zapachy dzieciństwa. Jest w tej poezji taki rodzaj intymności, który dotyka mnie głęboko. To poezja, która czytelnika zaciekawia i otwiera na nieznane.