niedziela, 19 sierpnia 2012

Spacer po nieistniejącym świecie


W te letnie, wakacyjne dni nic nie powinno zakłócać naszego spokoju i wypoczynku. Morza, góry, jeziora, plaże, lasy, europejskie stolice, średniowieczne miasteczka – rzucamy się zachłannie w ciszę natury lub gwar pięknych miast by przez chwilę pooddychać innym niż szaro-codziennym powietrzem. Nasze polskie miasta i miasteczka porzucamy z radością, zapominając o nich na kilka tygodni.

A one – te polskie miasta i miasteczka – w te letnie, wakacyjne dni żyją wspomnieniem czasu sprzed 70 lat. Próbują sobie przypomnieć stary, nieistniejący już układ ulic, odtworzyć w pamięci budynki, których nie ma i przede wszystkim przywołać ludzi, którzy tak nagle zniknęli z list meldunkowych i książek telefonicznych.

Łódź – 23 czerwca, Warszawa – 22 lipca, Lwów – 10 sierpnia, Otwock – 19 sierpnia, Siedlce – 22 sierpnia, Nowy Sącz – 23 sierpnia… i tak dalej, i tak dalej. Te sucho dziś brzmiące daty wyznaczają początek końca wielu światów – to dni rozpoczęcia akcji likwidacyjnych gett żydowskich w 1942 roku. Niemiecka nazistowska machina śmierci niekiedy potrzebowała długich tygodni, by dokonać spustoszenia. A czasem było tak – jak w Otwocku – że wystarczył jeden dzień. Jeden długi, upalny sierpniowy dzień, by 50 bydlęcych wagonów wypchać szczelnie ludzkimi ciałami w liczbie około 8 tysięcy i skierować na tor do Treblinki.

Ten akt bestialskiego mordu na ludziach był jednocześnie zaplanowanym aktem zniszczenia całego świata, jaki od wieków istniał na terenie Rzeczypospolitej. Wraz z żydowskimi mieszkańcami polskich miast i miasteczek ginęły na zawsze całe dzielnice. Ich świat – tych, który odeszli – zginął bezpowrotnie. Nasz świat – tych, którzy zostali – zmienił się nieodwracalnie.

Czy miasta tęsknią? Czy warszawski Muranów tęskni za gęstą siecią ulic, za setkami kamienic i oficyn? Czy otwocki bruk z nostalgią wspomina stukot kół dorożek, którymi kuracjusze z kolejowej stacji spieszyli do pensjonatów? Czy miejsca, w których stały sochaczewska synagoga i cheder nadal słyszą hebrajskie modlitwy?

Gdy już wrócimy z wakacji, wypoczęci i pełni wrażeń, warto wybrać się na spacer po tym nieistniejącym świecie. By poszukać jego nielicznych śladów, by westchnąć na miejscach, w których dokonywała się zagłada, by pomodlić się przy torach kolejowych, po których odjechały wagony pełne płaczu. To nie do końca prawda, że ten świat odszedł bezpowrotnie. Jeśli powróci w naszej pamięci i modlitwie, to już będzie coś. A coś to znacznie więcej niż nicość, pustka i zapomnienie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz